Pedro Francisco Mendoza Aguilar
Pedro Francisco Mendoza Aguilar
 
Niedziela, 23 marca 2014 r. godzina 9:30. Najstarsi uczniowie ze Szkoły Języka i Kultury Polskiej w Bielefeldzie niecierpliwie czekają na zapowiedzianego gościa. Tematem ostatnich zajęć są ćwiczenia redakcyjne, formą pracy pisemnej ma być wywiad.
 
Wiadomo już, że wywiad może być pisany „dla osoby” albo też „dla sprawy”. Teoretyczne wskazówki omówione w zeszłym tygodniu, mają znaleźć dzisiaj zastosowanie w praktyce.
Kim jest zaproszona osoba, z którą ma zostać przeprowadzony wywiad? Jaki to temat, na tyle ważny, by z niego zrobić wywiad dla sprawy? Nie zdradzam szczegółów, co wzbudza jeszcze większą ciekawość moich uczniów. W końcu w drzwiach szkolnej salki pojawia się młody człowiek o indiańskich rysach i wita zebranych piękną polszczyzną.
Twarze uczniów promienieją uśmiechem zdziwienia. Widać wyraźnie, że rozmówca nie jest Polakiem, ale też wyraźnie słychać, że mówi bardzo dobrze po polsku. Rozpoczyna się rozmowa.

Pedro Francisco Mendoza Aguilar ma 31 lat. W roku 2009 przybył z odległej meksykańskiej ziemi do Europy, by tutaj w Niemczech na Uniwersytecie w Bielefeldzie studiować germanistykę. To tutaj, na niemieckiej uczelni usłyszał po raz pierwszy język polski i zachwycił się jego brzmieniem. Wydało mu się ono nawet o wiele ładniejsze niż brzmienie języka rosyjskiego, którego początkowo miał zamiar się uczyć („Chciałem poznać choć jeden język słowiański...”).
Wybrał polski. Fascynacja językiem przerodziła się w fascynację krajem, historią, kulturą i ludźmi, bo jak sam twierdzi – język stanowi nie tylko wyzwanie jako narzędzie komunikacji. Każdy język jest nową przygodą. Francisco, do którego zaprzyjaźnieni Polacy zwracają się po prostu Franek, z radością opowiada o rocznym pobycie w Polsce, najpierw na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu, a potem o roku na uczelni wyższej w Rzeszowie. Z Polski wrócił do Niemiec z certyfikatami z języka polskiego jako obcego na poziomie B1 i B2 w ręku, a teraz przymierza się do najwyższego poziomu, jakim jest C2.

Rozmawiając z nim ma się mimo woli wrażenie, że język polski nie jest dla niego wcale językiem obcym. Jakby w jego duszy grało coś, co podobnie gra w duszy polskiej. Szczególnie jeśli słyszy się, że nawet „Pan Tadeusz” nie jest mu obcy. Mimo to, z zapałem docieka etymologii nowych wyrazów, a jego wycieczki w głąb gramatyki polskiej mogłyby zadziwić niejednego polskiego językoznawcę. Sam o sobie mówi, że jest „uzależniony od końcówek gramtycznych”, a ponieważ w polskim mamy o trzy przypadki więcej niż w niemieckim, już to czyni nasz język o wiele ciekawszym. Z uśmiechem dodaje, iż „znudził mu się język angielski”, bo „mówić po angielsku, to nie żadna sztuka”. Nasz rozmówca jest wielojęzyczyny.
Od niedawna uczy się też języka węgierskiego oraz tajskiego. Planuje, by kiedyś poznać język hebrajski.

Zapytany o Polaków i ich historię stwierdza, że mają oni to szczęście, które nosi nazywę „swój własny język”. W przeciwieństwie do Meksyku, kraju, który stając się kolonią hiszpańską, przejął również język hiszpański.

W drugiej części spotkania uczniowie dowiadują się od Francisco już nie o tym, co ich różni, ale o tym, co łączy. Usłyszeć o Lechu, Czechu i Rusie, o chrzcie Polski, Mieszku I i Dąbrówce walkach o niepodległość,
Matce Boskiej Częstochowskiej z ust Meksykanina mówiącego po polsku, to się nie zdarza na porządku dziennym. Podobnie, jak nie często zdarza się, by Meksykanin śnił w języku polskim. A to się jednak nam zdarzyło. Zdarza się też Frankowi, że śni w języku polskim.

Czy to może dopingować do nauki? Podnosić prestiż polskiej mowy, na codzień jakże często ukrywanej, jakby wyciszanej, na dodatek zachwaszczanej przez anglicyzmy, upraszczanej przez media, {mosimage}wydawać by się mogło, mniej ważnej, bo mniej użytecznej na tej niepolskiej ziemi?
Czy w dzisiejszych czasach można młode pokolenie zarazić entuzjazmem do języka polskiego?
Urzeczona swobodą i otwartością Francisco, odpowiadam, że można. Z niecierpliwością czekam na prace uczniów.
Sprawa jest niezwykle ważna. Mam nadzieję, że i pisać o niej będzie warto.
Agata Kotowska