Razem z Polakami w kraju przeżywaliśmy w Polskiej Misji Katolickiej żałobę narodową. O tym jak ważny był to dla nas czas – w relacjach, obrazach i refleksjach.

Trudno byłoby przeżyć tydzień żałoby narodowej nie mając wokół siebie ludzi czujących tak samo. Bycie patriotą poza granicami Polski wymaga nie tyle odwagi, co umiejętności odnalezienia się ze swoimi uczuciami. Jakże trudno byłoby nam się odnaleźć w dniach żałoby narodowej bez naszej Polskiej Misji Katolickiej.
Dlatego jeszcze bardziej głębokie i prawdziwie namacalne stały się w tych dniach słowa: Bóg i Ojczyzna to jedno. I z wielką wdzięcznością i ulgą oraz poczuciem bycia tam, gdzie się nie tylko być pragnie, ale i być powinno mogliśmy uczestniczyć w polskojęzycznych nabożeństwach.

W myśl tego, o co walczył nasz Prezydent, o Polskę pozbawioną kompleksów, stawiliśmy się również w naszej szkole, by mówić o tragedii, by się modlić, i by milczeć. By pokazać, kim jesteśmy. Wspólnie…  Bo przecież łączy nas to samo.

Agata Kotowska
 
 
10 kwietnia 2010 roku doszło do tragicznej katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem, w której zginął Prezydent Polski Lech Kaczyński z żoną Marią, ostatni prezydent na uchodźctwie Ryszard Kaczorowski oraz wielu senatorów, posłów, ludzi pełniących ważne funkcje w Polsce i członków rodzin katyńskich. W katastrofie zginęło 96 osób, które leciały do Katynia, by oddać hołd polskim oficerom, zamordowanym z rozkazu Stalina w okrutny,bestialski sposób, strzałem w tył głowy. Chcieli dać wyraz prawdzie i pochylić głowy nad tymi, którzy byli solą ziemi polskiej, jej elitą intelektualną, jej światłem. Nie dolecieli. Parę kilometrów przed grobami zamordowanych oficerów zginęli.
W tym samym lesie złożyli ofiarę w imię prawdy.
11 kwietnia, w niedzielny poranek porażeni wiadomościami dochodzącymi z Polski, spotkaliśmy się w naszej szkole, by uczcić pamięć Prezydenta i tych wszystkich, którzy towarzyszyli mu w drodze do Katynia. Ksiądz Krzysztof w kilku prostych i przejmujących słowach powiedział dzieciom, co się stało pod Smoleńskiem. Byliśmy poruszeni, w skupieniu odmówiliśmy modlitwę za tragicznie zmarłych. Panie Kasia i Agata przeczytały wiersz Feliksa Konarskiego pt. ”Katyń”. A potem  pani Mirella przeczytała wiersz Mieczysława Malińskiego, którego sens sprowadza się do konkluzji, że są podróże, z których sie już nie wraca:
„kłaniaj się twojemu ojcu;do widzenia,
zobaczymy sie przecież. Ostatnie uśmiechy,
ostatnie uściski dłoni,ostatni widok tych,którzy ci w życiu towarzyszyli.
ostatnie westchnienie i ostatnia łza potoczy się po twarzy.
A tymczasem to będzie zaskoczenie.
A tymczasem do końca nie będziesz
wiedział, że to już.”

Dzisiaj, w dniu pogrzebu Prezydenta i jego małżonki odmówiliśmy modlitwę, a w kościele wielu ludzi wpisało się do księgi kondolencyjnej. Chcieliśmy uczcić pamięć Prezydenta i wszystkich tych, którzy ostatnią podróż odbyli w szczególne miejsce - do Katynia. Odczuwaliśmy potrzebę bycia razem, zrozumienia albo chociaż otarcia sią o sens tej tragedii. Dla nas emigrantów, to wielka lekcja patriotyzmu, a dla tych pogubionych okazja do zmierzenia się z pytaniem: „kim jestem” i określenia swojej tożsamości. Dobrze przyjść do kościoła i usłyszeć modlitwę w ojczystej mowie za Prezydenta, za tych ,którzy zginęli i poczuć,że nawet tu, daleko od Polski jesteśmy razem – chociaż przez chwilę porzucić chore ambicje, zarozumiałość i megalomanię. Razem będziemy modlić się i łączyć w żałobie ze wszystkimi Polakami. Mam nadzieję, że ta lekcja historii, której, chcąc nie chcąc, wszyscy jesteśmy uczniami nie pójdzie na darmo, że ją odrobimy w imię pamięci ofiar, w imię tej chwili, którą przeżywamy.
I jesze jedno. Żyjemy w Niemczech, znamy lepiej lub gorzej  niełatwą historię naszych krajów.W tej trudnej dla Polaków chwili,  wielu Niemców, okazało nam współczucie i żal z powodu naszej tragedii. Nie zapomnę prawdziwego smutku w oczach i słów współczucia mojej sąsiadki, starszej pani, która tak po ludzku rozumie nasz ból i smutek.Są i tacy,którzy nie chcą wyjść poza stereotyp myślenia i uprzedzeń. Dla nas ważne jest, że w wielu obudziła się nadzieja i przekonanie, że rozum i dobre intencje mogą pokonać  strach i zwykłą głupotę.
Jolanta Stankiewicz-Bebenek
 
 
Padło wiele słów. I były chwile milczenia, czasem bardziej wymowne niż słowa.
Zadano wiele pytań. Na niektóre z nich nigdy nie będzie nam dane poznać odpowiedzi.
Ale mamy wiarę, która nas chroni przed beznadzieją. I nadzieję, która nie pozwala zwątpić. Nigdy.
Cały świat złożył ukłon Polsce. Najwyższe honory oddano Bohaterom, którzy zginęli na grobach poprzednich polskich Bohaterów.
Byliśmy – my, Polacy z PMK w Bielefeld – razem z milionami naszych rodaków: w żałobie, w smutku, w milczeniu. Przed polską flagą ozdobiona kirem paliliśmy znicze, składaliśmy kwiaty. Uczestniczyliśmy w żałobnym nabożeństwie w poniedziałek, 12.IV, dwa dni po smoleńskiej katastrofie. Pamiętaliśmy w modlitwie, podczas mszy świętych.
Byliśmy i pozostaniemy razem. W wierze i z nadzieją. Gotowi złożyć Ojczyźnie hołd – tak jak złożyli go Ci, którzy 10.IV wsiedli do samolotu; samolotu, któremu na imię Polska. Ten samolot miał już nigdy nie wylądować, a jego pasażerowie – już nigdy nie stąpać na ziemi. I ten samolot pozostanie już na zawsze częścią naszego nieba.
Prezydencka para spoczęła na Wawelu, obok nich umieszczono tablicę z nazwiskami wszystkich ofiar.
W jednej z krypt krakowskiej katedry leży Adam Mickiewicz. To on powiedział: „Jeśli my o nich zapomnimy, Ty, Boże na niebie, zapomnij o nas”.
Nie zapomnimy. Znicze wypala się, kwiaty wybledną, zdejmiemy kir z polskiej flagi. I wtedy przyjdzie czas na oddanie tych naprawdę najwyższych honorów: na to, abyśmy swoim życiem pokazali, że Ich śmierć – nie była daremna.
Karolina Paprocka