Przy blasku świec i lampionów
Przy blasku świec i lampionów
 
Jak tylko świat światem człowiekowi w jego istnieniu zawsze towarzyszyło czekanie. Zawsze na coś albo na kogoś się czeka. Długo czekaliśmy na to, by unieść się nad ziemią i poszybować w chmurach, jak ptaki. Czekaliśmy na to, by móc pływać pod wodą, jak ryby. My, ludzie...

 

Doczekaliśmy się statków kosmicznych, komputerów, internetu i smartfonów. Mimo to, ciągle czekamy. Czekamy na niesprecyzowane nawet dokładnie odkrycia i wynalazki, na lekarstwa, które by ratowały nas przed śmiertelnymi chorobami, na rozwiązanie wielu sporów i waśni, od rodzinnych począwszy na ogólnoświatowych kończąc. Czekamy na zażegnanie konfliktów i kryzysów, na pokój w świecie, na mądrość tych, co rządzą, na nowych rządzących. Dzieci czekają, by dorosnąć, młodzież, by osiągnąć pełnoletność, narzeczeni na ślub, a potem potomstwo, dziadkowie na wnuki... Wyliczać długo by można. Inaczej mówiąc – przywykliśmy do czekania.

Czekanie – to słowo, mimo że nie należące do tej samej rodziny wyrazów co czas, jest jednakże bardzo do niego podobne. Nie tylko swoim brzemieniem, ale również znaczeniowo. Bez czasu – nie byłoby przecież czekania, bez czekania – tego czasu, na który czekamy. Wszyscy znamy kolokwialne powiedzenie „czekać jak na zbawienie”- co znaczy „niecierpliwie na coś czekać, usilnie pragnąć, by coś się stało, spełniło”. Często jednakże używamy tego sformułowania w sytuacjach, gdy ktoś nic nie robi tylko czeka. Czy zastanawialiśmy się kiedyś głębiej, co to znaczy czekać na zbawienie? Przecież powiedziane jest, że zbawieni zostaniemy dopiero po śmierci, a nikt z nas nie chce przecież umierać, nikt nie chce tego dobrowolnie. Mimo to, zbawieni chcielibyśmy być wszyscy. Rzecz w tym, że by być tak naprawdę zbawionym nie możemy czekać z założonymi rękoma. Nie możemy nic nie robić tylko marzyć o zbawieniu. Nic z tego. Tak więc, gdy zbliżają się Święta Bożego Narodzenia nie możemy być głusi, ślepi, obojętni. Nie możemy nie dostrzec wokół siebie drugiego człowieka, bo tylko w relacji do drugiego człowieka możliwym jest, by zobaczyć swój własny portret. I być może mieć jeszcze ten czas, by nad nim popracować...

Piękne jest oczekiwanie na Boże Narodzenie, ale nigdzie nie jest powiedziane, by na czekaniu i pragnieniu się kończyło. Wręcz przeciwinie. Adwent to czas, kiedy mamy sobie uświadomić, że nie wolno nam czekać bezczynnie. Nie bez powodu właśnie w okresie adwentowym organizowanych jest wiele akcji charytatywnych.

W kościele katolickim w Adwencie odprawiane są roraty. W tym roku, AD 2015 dane jest również nam uczestniczyć w tej spokojnej, pełnej tajemnicy modlitwie o świcie. Przy blasku świec i lampionów najłatwiej jest zajrzeć w swoje odbicie. W półmroku świątyni najszybciej można zrozumieć i pojąć to, co się dzieje wokół. By zdobyć się na taką szczerość i uczciwość, jak szczere i uczciwe potrafi być tylko niewinne dziecko, z błyskiem w oku spoglądające na ołtarz – by przywołać w tym miejscu obraz gromady dzieci ze światełkami w dłoniach, dzielnie towarzyszącej codziennie Księdzu Krzysztofowi w trakcie roratniego nauczania. Ogromna siła Bożego Narodzenia tkwi w jego oczekiwaniu. Nie zmarnujmy tego czasu! Obudźmy w sobie dziecko... My, dorośli. Zawalczmy o swoje zbawienie...

Agata Kotowska