1 listopada odwiedziliśmy położony w Teutoburskim Lesie, a znajdujący się w południowej części miasta, bielefeldzki Cmentarz na Senne.

Powstały na początku dziewiętnastego stulecia, jest jednym z czterech największych w Niemczech. Urzeka swoim położeniem, zabytkowymi nagrobkami, wyjątkową roślinnością, a przede wszystkim atmosferą ciszy i bliskości z naturą, w otoczeniu której namacalnie doświadcza się połączenia życia ze śmiercią. Dla nas Polaków miejsce to ma jeszcze jedno, wyjątkowe znaczenie.

Przybyliśmy na znajdujący się tutaj Plac Honorowy Cudzoziemskich Ofiar Wojny, by zapalić znicze na grobach naszych Rodaków – ofiar wojennej zawieruchy, jeńców, przesiedleńców, robotników przymusowych. Wśród wielu słowiańskich mogił, ofiar II Wojny Światowej, znajduje się tutaj ok. 70 polskich grobów. Nieodwiedzane, zapomniane, anonimowe. Kryjące w sobie nieznane historie, tragiczne losy, rodzinne dramaty.

W skupieniu szukaliśmy polskich mogił, odczytywaliśmy nazwiska zmarłych, daty ich urodzin i śmierci. Poruszył nas ich młody wiek. Ze zdumieniem i smutkiem stwierdziliśmy, że wielu z nich pożegnało się z życiem w bardzo młodym wieku. Nie mieli nawet 20, 30 czy 40 lat. Odkryliśmy mogiły dzieci: kilkudniowego, kilkumiesięcznego i rocznego dziecka. Ujrzeliśmy i takie, na których nie ma dat albo imion i nazwisk. Widnieją tylko napisy „Pole”, „Polin”.

O nich wszystkich pamiętaliśmy w modlitwie, której przewodniczył nasz duszpasterz ks. Krzysztof Romanowski. Tym samym odpowiedzieliśmy na prośbę zapisaną po polsku na jednym z nagrobków:

„KIM TY DZISIAJ, JA BYŁEM WCZORAJ
KIM JA DZISIAJ, TY BĘDZIESZ JUTRO.
CNY PRZECHODNIU, CO STOISZ U GROBU TEGO,
ZMÓW CHOĆ PACIERZ ZA ZMARŁEGO.”

Agata Kotowska