Jest najczęściej uczęszczaną drogą świata. Jedyną, którą można kroczyć w każdej szerokości geograficznej - i o każdej porze: Droga Krzyżowa. W sobotę, 11 marca, ponad 400 parafian i osób zaprzyjaźnionych z bielefeldzką PMK, odpowiadając na wezwanie Jezusa, wzięło krzyż i poszło za Nim. W Strombergu.

Wielu zrobiło to z powodu rodzinno - towarzyskiego dopingu. Liczba uczestników systematycznie rośnie, rośnie zatem w naszym otoczeniu ilość osób, od których słyszymy: "Stromberg? Byłem, znam, polecam". W jakimś sensie możemy też mówić już o pewnej tradycji - a tradycje my, Polacy, lubimy szczególnie.

A niewykluczone, że gdzieś na dnie serca, obok innych powodów był ten najważniejszy: wewnętrzne przynaglenie, by być razem z innymi tam, gdzie niesiony jest Krzyż, wtedy, gdy bez pośpiechu można rozważać tajemnice stacji męki pańskiej.

Droga Krzyżowa była, jest i na zawsze pozostanie drogą nieludzkiego cierpienia - i drogą ludzkiej godności. Drogą odrzucenia - i wspólnoty. Drogą, na której Miłość spotkała grzech. I wyszła z tego spotkania zwycięsko.

Na Drogę Krzyżową prowadzą nas różne, czasem bardzo zagmatwane, banalne lub paradoksalne ścieżki. Nieważne, w jaki sposób na niej się znajdziemy. Ważne, żebyśmy tam się znaleźli. A znalazłszy - dotarli na Golgotę, przeżyli grozę Wielkiego Piątku, przemodlili niepewność Wielkiej Soboty, i wkroczyli w radość Wielkanocnej Niedzieli.