Zmęczeni, ale radośni
Zmęczeni, ale radośni
 
W sobotę, 29 marca 2014 r. przeżyliśmy jako wspólnota parafialna to, co Kościół przeżywa od wieków, i przeżywać będzie tak długo, jak długo istnieć będzie świat. Coś, co nawiązuje do „jedynego piątku w historii ludzkości”, tego piątku, gdy człowiek podniósł rękę na Boga, a Bóg odpowiedział na ten czyn Miłością.
Dla wielu powodów wspólna Droga Krzyżowa w Strombergu jest wydarzeniem godnym uwagi, pięknym i wzruszającym. Tegoroczna odbywała się w wiosennej scenerii, wiał ciepły, suchy wiatr, łąki i pola cieszyły oko soczystą zielenią, atmosfera była - jak zawsze - serdeczna, a liczba uczestników imponująca. 324 osoby, które tego dnia odsunęły na dalszy plan inne obowiązki, przyjemności, odpoczynek, by pójść za Krzyżem, by słuchać o Miłości, która nie zna granic, przed niczym się nie cofa, która nie jest łatwa, naiwna ani tania.
Bóg za swoją Miłość zapłacił najwyższą cenę.
Zasłuchani w słowa rozważań mogliśmy przeżyć kolejne odsłony Jego niewyobrażalnego uczucia i uświadomić sobie prawdziwe powody, dla których warto wyruszyć razem z Jezusem na Golgotę. Powody daleko ważniejsze niż piękne krajobrazy, przyjazna atmosfera i sprzyjające ciepło wiosennego poranka. Oto one:
Powód pierwszy – ponieważ w tłumie tych, którzy krzyczeli „ukrzyżuj!” zobaczyć mogę, niestety, moją własną twarz.
Powód drugi – ponieważ widok Jezusa biorącego krzyż na ramiona każe odrzucić moje płytkie lawirowanie pomiędzy polityczną poprawnością, karierą, konformizmem – a Miłością, która nie liczy zysków i strat.
Powód trzeci – ponieważ w tej stacji Drogi Krzyżowej widzę, że ciało Jezusa było tak samo niedoskonałe, jak moje. Ciało zatem nie jest, nie może być żadną wymówką...
Powód czwarty – ponieważ ciągle od nowa potrzebuję przypomnienia, do czego prowadzi połączenie kobiecego geniuszu z całkowitym posłuszeństwem woli Boga.
Powód piąty – ponieważ był tam niejaki Szymon z Cyreny, od którego czuję się lepszy, a nie dorastam mu do pięt. On zrobił przynajmniej coś, cokolwiek, nawet jeśli był do tego przymuszony...
Powód szósty – bo postać św. Weroniki to kolejny przykład kobiecego geniuszu.
A kobiecego geniuszu ludzkość potrzebuje więcej, niż ktokolwiek podejrzewa.
Powód siódmy – ponieważ najwyższy czas uświadomić sobie, że drugi upadek Jezusa to cena za miłość, natomiast mój – to cena za grzech.
Powód ósmy – ponieważ bezradnością i biernością wobec zła dorównuję płaczącym niewiastom, a tymczasem świata nie zmieni się płaczem, ale wiarą i czynem.
Powód dziewiąty – ponieważ powstający z trzeciego upadku Jezus uczy, że miłość to największa siła w kosmosie.
Powód dziesiąty – ponieważ to moją rękę zobaczył Pan, gotową odrzeć Jego i drugiego człowieka z szat i godności.
Powód jedenasty – ponieważ w rozważaniach kolejnej stacji przytoczone zostały dwie wypowiedzi: wrzask oszalałej tłuszczy „ukrzyżuj Go” i Głos z Nieba „to jest Mój Syn Umiłowany, w którym mam upodobanie”. Której z tych dwóch wypowiedzi posłuszne są moje uszy?
Powód dwunasty – ponieważ Bóg kocha tak uparcie, że umarł za mnie,
ale wcześniej „w swojej fantazji miłości” sprawił cud Wieczernika, aby móc przychodzić do mojego serca.
Powód trzynasty – ponieważ ciało Pana, zdjęte z krzyża, uświadamia mi, że każde ziemskie cierpienie ma swój kres.
Powód czternasty – ponieważ zasunięty kamień strachu i kłamstwa nie mogą mi przysłonić radości i prawdy wielkanocnego poranka. Grób trwał trzy dni. Zmartwychwstanie jest wieczne.
Jest jeszcze jeden powód, piętnasty, dla którego warto wyruszyć w tę jedyną w swoim rodzaju Drogę. Jest nią różaniec, odmawiany pomiędzy poszczególnymi stacjami. Ten „łańcuch miłości, spajający ziemię z niebem”, to całe ziemskie życie Jezusa, rozpoczynające się od ludzkiego „tak” w scenie Zwiastowania. Dokąd doprowadziło Maryję Jej „tak”, Jej pokora, Jej zawierzenie, Jej poświęcenie, Jej ból Kalwarii – widzimy w ostatniej części chwalebnych tajemnic różańca świętego. Czy trzeba jeszcze zadawać jakiekolwiek pytania, zanim w sobotnie, wielkopostne przedpołudnie odsunie się na bok wszystko inne, aby pójść Drogą Jezusa i Jego Matki, Drogą Krzyża, Droga Miłości?
Karolina Paprocka