Z krzyżem i biało-czerwoną
Z krzyżem i biało-czerwoną
 
Polonijne Spotkania Młodych w Concordii to spotkania młodych duchem i ciałem, wszystkich, którzy pragną radować się w Panu i w Nim szukać oparcia. Taki jest główny, religijny aspekt odbywających się co rok spotkań. W pewnym sensie są one też okazją do spotkania się niemieckiej Polonii, spotkania się tu i teraz – „tu”, tzn. na niemieckiej, wielokulturowej i wielowyznaniowej ziemi i „teraz”, czyli w czasie, kiedy w Europie, szczególnie Zachodniej pogłębia się zjawisko wypierania chrześcijaństwa z forum życia publicznego, a jednocześnie otwierania się na obce, inne wyznania i religie.
 
By nie pozostać gołosłownym. Scena pierwsza – a właściwie scena, do której z trudem, ale powoli zaczynam się już przyzwyczajać, chociaż od początku budzi we mnie ogromne emocje.
W drodze do Concordii
W drodze do Concordii
Otóż widuję kobietę, nie wiadomo w jakim wieku, gdyż cała ukryta jest zasłoną czarnego, muzułmańskiego stroju. Głowę dodatkowo nakrytą ma tzw. burką z wąskimi tylko otworami na oczy. Mimo tego odzienia wnioskuję, że musi być młoda. Zdradza ją jej smukłość i zgrabność ruchów oraz szybkość z jaką podąża w obranym kierunku. Widuję ją z okna, gdy przemierza ulicę, przy której mieszkam. Jest mi jej żal z czytej kobiecej solidarności, w odruchu opowiedzenia się po stronie kobiety, której świat męski narzuca niewolnicze pęta, ale też jakiś dziwny strach przenika mnie na jej widok.

Scena druga – ktoś dzwoni do naszych drzwi. Na nikogo przecież nie czekam – myślę – nic nie zamówiłam, niczego mi nie brakuje. Mam zamiar spokojnie spędzić sobotni poranek. Ale może jednak trafi się ktoś wbrew temu, że tutaj „na zachodzie” tylko z zaproszeniem. Szybko więc otwieram. W drzwiach stoi dwóch mężczyzn, starszy z przodu, młodszy nieco za starszym. „Tym razem jestem z synem” – mówi do mnie ten starszy, jakbyśmy się już znali od dawna albo co najmniej widzieli raz w życiu.
W radości i skupieniu
W radości i skupieniu
W imię Boga – jak mówi – mam się czuć zaproszona na sympozjum wiary. Nie sposób nie zgadnąć, że to świadkowie Jehowy przyszli zaprosić mnie na spotkanie. Ale przecież ja już mam swojego Boga i innego nie chcę, znam katechizm z prawdami mojej wiary – odpowiadam szybko, ale nie tak szybko udaje mi się pozbyć nieproszonych, natrętnych gości. Starszy mężczyzna zasypuje mnie informacjami, jakby wiedział lepiej, w kogo mam wierzyć i z kim spotykać. Z trudem hamuję swoje emocje, by nie trzasnąć drzwiami. W końcu „Gość w dom...” . W tym przypadku raczej się to nie sprawdza.
Tego typu scen mogłabym opisywać bez liku. W pewnym sensie stanowią one jakieś doświadczenia, dzięki którym mogę sobie coś jeszcze lepiej uświadomić, kim jestem, gdziekolwiek jestem. Jednak skupię się na opisie scen z wydarzenia, którego nieprzypadkowo każdy z nas może być świadkiem.

Sobota, 28 czerwca 2014 roku. Przybywamy do Concordii. Przyjeżdżamy z wielu stron i zakątków Niemiec, my z Bielefeldu, grupowo i indywidualnie. Na początku przedstawiamy się sobie, każda grupa wita i pozdrawia pozostałe, chociaż tak naprawdę nie musielibyśmy się poznawać i przedstawiać. Tworzymy jedną, wielką grupę, której znakiem rozpoznawczym jest biało-czerwona flaga z często wtopioną w nią Matką Boską Częstochowską.
Wśród swoich
Wśród swoich
Tutaj, na tej zielonej polanie, w świątyni, której dachem niebo, a ścianami lasy, tutaj nie musimy nikomu tłumaczyć, kim jesteśmy i kim chcemy pozostać. Hasłem tegorocznego spotkania jest „Zaufałem Twemu miłosierdziu”, a centralnym elementem polowego ołtarza obraz Jezusa Miłosiernego. Uroczystej Mszy św. przewodniczy ks. bp Wiesław Śmigiel, któremu towarzyszy 40 kapłanów Polskiej Misji, między innymi Rektor PMK ks. prał. Stanisław Budyń oraz duszpasterz naszej grupy ks. Krzysztof Romanowski. Widać starania prowadzącego spotkanie ks. Bogdana Renusza, organizatora Stowarzyszenia Formacyjnego Młodych – „Emaus” i troszkę gospodarza ks. Damiana Lewińskiego - Dyrektora Domu „Concordia” oraz krzątaninę wielu, wielu innych, bez których nie byłoby możliwe zorganizowanie tego festiwalu wiary. Nabożeństwa przeplatane są koncertami. Grają i śpiewają zespoły „Voluntate Dei” oraz „Siewcy Lednicy”. Pobrzmiewa więc też nasza swojska, góralska nuta... Jest wesoło i radośnie, chociaż momentami panuje cisza i skupienie. I tylko deszcz daje się z czasem we znaki...
Ale mimo to warto, warto nawet jeśli w kroplach deszczu być na takim spotkaniu i doświadczyć tej szczerej radości. Warto również zobaczyć te biało-czerowone flagi rozłożone na polanie, nawet jeśli skąpane w deszczu, i te dziesiątki rąk ściskających mocno różańce do koronki... Warto, by to przeżycie stało się udziałem naszych dzieci i młodzieży. Warto, by byli tam młodzi i starzy. Bo tego nam trzeba: być razem i nie dać sobie odebrać tego, co raz zostało nam dane. Dlatego Drodzy Internauci, nawet jeśli przez cały rok nikt nie przyjdzie do Was do domu ze specjalnym zaproszeniem, czujcie się już dziś serdecznie zaproszeni na następne Spotkanie Polonijne Młodych w Concordii.
Agata Kotowska
Więcej zdjęć w Galerii .