Pasyjne rozważania
Pasyjne rozważania
 
W piątym tygodniu Wielkiego Postu, 19 marca 2010 nabożeństwo pasyjne w PMK w Bielefeldzie przygotowali i poprowadzili uczniowie i nauczyciele ze Szkoły Języka i Kultury Polskiej.

Podążając dogą krzyżową
Podążając dogą krzyżową
Drogę krzyżową, której myślą przewodnią była historia o prześladowanym w szkole chłopcu, opracowała specjalnie dla swoich uczniów oraz dzieci z polskiej parafii nauczycielka, Karolina Paprocka.

Lektura rozmyślań ks. Tadeusza Olszańskiego pt. „W światłach Męki Pańskiej" posłużyła jej za punkt wyjścia do rozważań dla dorosłych.

Każde podążanie drogą krzyżową jest inne, związane z aktualną kondycją człowieka i jego życiową sytuacją. Chociaż, przecież tak naprawdę – Droga Krzyżowa jest jedna. Jednak, dzięki swojej ogromnej symbolice, za każdym razem może być przeżywana na nowo, za każdym razem inaczej, inny zostawiając po sobie ślad.

Dlatego, zarówno tych co byli, jak również tych, których zabrakło zachęcamy do przeczytania dziecięcych, bardzo dojrzałych, piątkowych rozważań.

Redakcja
Zapraszamy do obejrzenia zdjęć w Galerii .
 
 

Droga Krzyżowa dla dzieci


STACJA I. - Jezus na śmierć skazany

Był najmniejszy w klasie. Miał okulary i rude włosy. Uczył się najlepiej z wszystkich. W dodatku nigdy nie chodził na wagary. Przezywaliśmy go „Laluś”.
Dziś podjęliśmy decyzję: nikt nie będzie się z nim bawił. Nie jest jednym z nas. Nie jest „cool”.

Wydajemy wyroki każdego dnia: na innych, na siebie, na Jezusa – na tego, który kiedyś osądzi nas wszystkich, każdego z osobna.
A już dziś – osądza mnie przez głos mojego sumienia.

Czuliśmy, że popełniamy niesprawiedliwość wobec naszego kolegi, że to nie jest fair, że tak się nie robi.
Ale trudno; decyzja już została podjęta.


STACJA II. - Jezus bierze krzyż na ramiona swoje

Nie chce mi się uczyć. Inni koledzy też nie odrabiają lekcji, wystarczy odpisać na przerwie od któregoś z „kujonów” – i gotowe. Niezależnie od tego, jakie mam oceny, i tak mogę grać w komputer, oglądać telewizję, dostanę kieszonkowe.

Uczciwa praca, rzetelny trud – to dźwiganie krzyża z Chrystusem. Bylejakość – to wleczenie krzyża za sobą. Niewypełnione obowiązki – to porzucenie krzyża.

Wiem, że powinienem więcej się uczyć. W domu – pomagać rodzicom. Ale to takie nudne. I tak bardzo, bardzo mi się nie chce.


STACJA III. - Jezus po raz pierwszy upada pod krzyżem

Dziś były urodziny „Lalusia”. Przyniósł cukierki, poczęstował nimi całą klasę i panią nauczycielkę. Dobre były, owocowe w czekoladzie.

Głupek, może myślał, że go polubimy. Nic z tego. Nie złożyliśmy mu życzeń. Pani chciała, żeby cała klasa zaśpiewała mu „sto lat”, ale nikt nie otworzył nawet buzi, jeszcze słodkiej od cukierków. Jesteśmy... solidarni.

A Chrystus upadł, – bo z wielkiej miłości niósł ciężki krzyż naszych grzechów. Również tych małych.

Przecież to nic takiego, ja tylko razem z innymi nie podziękowałem, nie złożyłem życzeń koledze. Chyba nawet nie muszę się z tego spowiadać. Nie rozumiem tylko, czemu w jego oczach błyszczały wielkie jak groch łzy?


STACJA IV. - Jezus spotyka Matkę swoją

Na lekcji religii uczyliśmy się o Maksymilianie Kolbe i Franciszku Blachnickim. O tym, jak bardzo oboje kochali Matkę Bożą. I oboje byli więźniami oświęcimskiego obozu. Pierwszy nie przeżył wojny, drugiemu się udało.
Ale zastanawiałem się, dlaczego Matka Boża nie wyrwała ich z rak oprawców, nie sprawiła, że stał się cud. Przecież zwracali się do niej, modlili się, ufali jej...

Maryja urodziła swojego Syna nie dla siebie, ale dla nas. Aby zbawił świat. Nie mogła zabrać od niego cierpień, bo taka była wola Boża.

Ksiądz mówił, że na świecie jest wiele matek, których dzieci cierpią.
Przez moment pomyślałem... jak czuje się mama naszego kolegi, bo przecież chyba jest jej przykro, że tak mu dokuczamy?


STACJA V. - Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi

Wcale nie chciałem, ale posadzono mnie w ławce obok „Lalusia”. Dotąd siedział sam, ale jedną, popsutą ławkę wzięto do naprawy – no i stało się. Nie miałem wyboru. Zamierzałem nie odzywać się do niego, przeczekać do przerwy. To on odezwał się pierwszy: „Janek, mój ołówek się złamał. Czy pożyczysz mi temperówkę?”

Czasem nie mamy na to ochoty, ale Pan Bóg zmusza nas, abyśmy zrobili coś dobrego. Okazali miłość. Byli miłosierni. Stawia na drodze potrzebującą osobę i ... czeka na nasz dobry uczynek.

Pożyczyłem mu tę temperówkę. I wcale nie czułem się z tym źle. Nawet więcej: chyba miałem jakby... spokojne sumienie.


STACJA VI. - Weronika ociera twarz Jezusowi

Jutro zaczynają się wielkopostne rekolekcje. A dziś wieczorem oglądałem z mamą fajny album: „Biblia w malarstwie”.
Jejku, ile tam różnych twarzy ma Chrystus! Na każdym obrazie wygląda trochę inaczej – zapytałem wiec mamę jak naprawdę wyglądał Pan Jezus.
Powiedziała, że jest późno, muszę iść do łóżka, ale jutro na mojej nocnej szafce będzie leżała odpowiedź. Jestem strasznie ciekawy!

Bóg powiedział: „Uczyńmy człowieka na nasz obraz, podobnego nam”. Dając nam nieśmiertelną dusze – uczynił nas podobnymi do siebie.

Rano znalazłem... swoją własną fotografię! To chyba powinienem stać się trochę lepszy, jeśli mam być podobny do Pana Boga?


STACJA VII. - Jezus po raz drugi upada pod krzyżem

To fakt, że jest najmniejszy, rudy, okularnik i kujon. Ale nie powinno stać się to, co stało się dzisiaj...
Któryś z chłopców uderzył go w nos i poleciała mu krew. Inny wylał atrament na jego zeszyt, prawie wszyscy się śmiali.

Nawet Chrystus upadł pod ciężarem. I to nie raz. Ale powstał – żeby cierpieć dalej. Nikt Mu nie pomógł.

Kiedy do klasy weszła nauczycielka, wszyscy powiedzieli, że sam się przewrócił i uderzył o ławkę. A kleksy w zeszycie? Też sam zrobił. Przecież to niechluj.
Nie odezwał się. Nikt się nie odzywał, chociaż wszyscy wiedzieli, jak było naprawdę. Ja też wiedziałem, ale nie pisnąłem ani słówka. Zrobiło mi się go tylko strasznie żal.


STACJA VIII. - Jezus pociesza płaczące niewiasty

Mam złe stopnie w szkole. Mama wróciła z wywiadówki i była bardzo smutna. Dostałem też naganę za zachowanie.
Wieczorem, kiedy przyszła do mojego pokoju, miała oczy całkowicie czerwone od płaczu. Było mi wstyd. Powiedziała: „rozmawiałam z matką jednego z Twoich kolegów”. „Którego?” – zapytałem. „Nazywacie tego chłopca Laluś”.

Bóg powiedział, żeby niewiasty płakały nad sobą i swoimi dziećmi.
I matki od wieków ronią łzy nad synami i córkami.

Mama, jak zawsze, uklękła ze mną do modlitwy. Kiedy wychodziła – powiedziałem „przepraszam”. „Nie tylko mnie powinieneś przeprosić” – odparła.


STACJA IX. - Jezus po raz trzeci upada pod krzyżem

Nasz kolega kolejny dzień nie przyszedł do szkoły. Pani nauczycielka powiedziała, że ma złamany nos. Na przerwie zastanawialiśmy się, co zrobić. Ktoś zaproponował, że może powiemy prawdę, czyli przyznamy się. Bo przecież prawda jest, że to jeden z nas go uderzył a wszyscy patrzyli i nikt nie stanął w jego obronie.

Droga krzyżowa jest nie tylko historią upadków. Jest też historią ciągłych powstań do dalszej drogi.
Najgłębszym zaś upadkiem nie jest grzech, ale uporczywe w nim trwanie.

Nie chcieliśmy przyznać się do winy, już na początku przecież powiedzieliśmy, że nic złego nie zrobiliśmy. Poza tym – co mu to pomoże? Lepiej niech tak zostanie.


STACJA X. - Jezus z szat obnażony

Kiedy przystąpiłem do Komunii św. dostałem od rodziców laptop. Niektórzy z moich kolegów mi zazdrościli. Taki fajny model, najnowszy. Przychodzili oglądać i podziwiali. Byłem dumny z mojego prezentu i strasznie szczęśliwy. Mama twierdzi, że ten laptop to nic w porównaniu z tym, co tak naprawdę dostałem. I jeszcze, – że kto dużo dostał, ten powinien jeszcze więcej dać.

Jan Paweł II stwierdził, że nie ten jest bogaty, kto posiada, lecz ten, kto rozdaje.

Dzisiaj zdecydowałem: mój laptop oddam koledze. Temu, którego przezywaliśmy „Laluś”, któremu dokuczaliśmy, któremu jeden z nas złamał nos. I który teraz jest w szpitalu. Pewnie mu się nudzi, będzie mógł grac w szachy i inne gry.
Mama powiedziała, że tak postępuje prawdziwy naśladowca Chrystusa, bo Chrystus oddał wszystko, do samego końca, nawet odzienie. Nawet samego siebie. To chyba... dużo więcej niż laptop?


STACJA XI. - Jezus do krzyża przybity

Jak dotąd nie lubiłem wielkopostnych rekolekcji. Nudziły mnie. A chodziłem, bo mama tak chciała.
A dziś usłyszałem, że każdy z nas krzyżuje Chrystusa. Codziennie, swoimi grzechami. I że to, co stało się na Golgocie, dzieje się też w moim życiu.

Wolność to nie znaczy: robię wszystko, co mi się podoba, ale: używam swojej wolności do tego, co dobre. Tak powiedział nasz wielki rodak, papież Jan Paweł II.

Wszystko jest trudne: słuchanie rodziców, odrabianie lekcji, pamiętanie o modlitwie. Ksiądz mówił też, żebyśmy mieli odwagę odwrócić się od naszych złych uczynków. Nie patrzyłem się na niego, ale czułem, że robię się strasznie czerwony ze wstydu.


STACJA XII. - Jezus umiera na krzyżu

Zauważyłem na ulicy małego chłopczyka, który się przewrócił. Zaraz podbiegła mama i pomogła mu wstać. Wtedy zobaczyłem, że jest to mama naszego kolegi, tego, któremu dokuczaliśmy. Chciałem podejść, ale zabrakło mi odwagi. Od paru dni chłopiec nie chodzi do naszej szkoły, rodzice przepisali go do innej.

Chrystus przyszedł na świat, aby nieść krzyż i na nim umrzeć. Nie porzucił go w połowie drogi, doszedł do końca. My tez mamy swój krzyż, swój własny, każdy z nas. I musimy iść z nim na sam szczyt Golgoty...

Opowiedziałem mamie o wszystkim. Odpowiedziała: „najważniejsze, żeby Chrystus nie umarł w twoim sercu” i poradziła, żebym przygotował się do spowiedzi. Obiecała też, że spyta o numer telefonu do naszego kolegi. Żebym mógł go przeprosić. I doprowadzić tą sprawę do końca.


STACJA XIII. - Jezus z krzyża zdjęty

Zadzwoniliśmy. Przeprosiłem. Był zaskoczony, ucieszył się. Powiedział, że już wszystko ok. Mogę nawet wpaść kiedyś do niego, pobawimy się razem. Potem mówiliśmy o szkole, naszej starej i jego nowej. I o laptopie, który dostał, kiedy był w szpitalu, ale nie wie od kogo.
Nie powiedziałem mu...i chyba pierwszy raz od dawna byłem z siebie dumny...

Kiedy Chrystusa zdjęto z krzyża – na drzewie zostały krwawe ślady i dziury po gwoździach. Naszą sprawą jest...te ślady usuwać. Każdego dnia. Do końca życia. Do końca świata.

Potem przystąpiłem do spowiedzi. Wyznałem swoje grzechy i dostałem rozgrzeszenie. Jestem...taki szczęśliwy!


STACJA XIV. - Jezus do grobu złożony

Wkrótce Wielkanoc. Lubię te święta, są takie kolorowe, wiosenne, radosne. Ksiądz powiedział, że Niedzieli Wielkanocnej nie byłoby bez Wielkiego Piątku. Zmartwychwstania – bez grobu. Radości – bez cierpienia.

Nasz papież przypominał, że śmierć Boga – może doprowadzić do śmierci człowieka.
Nie ma nic gorszego niż pozwolić, aby w sercu naszym było miejsce tylko na grób, zabrakło go – na zmartwychwstanie.

Jako dziecko słuchałem „Arki Noego”. Teraz już wyrosłem z takich piosenek a wszystkie płyty tego zespołu oddam małemu braciszkowi mojego kolegi, kiedy pójdę do niego z wizytą. Jeden z utworów ma refren „Taki duży, taki mały – może świętym być...”.
Mama powiedziała, że ja tez mam być świętym. Ale to nie znaczy, że będę chodził w aureoli koło głowy... Ja już wiem, co to znaczy. Wy też?