Z krzyżem na ramionach
Z krzyżem na ramionach
 
Sobota, drugi kwietnia 2011 roku. Tego dnia w Strombergu odbyła się już po raz szósty polska droga krzyżowa, z udziałem wiernych parafii PMK Bielefeld – Paderborn, której przewodniczył ks. Krzysztof Romanowski. Przyjechali autokarami, samochodami, w wózkach, na rękach rodziców.
Byli starsi, którzy idąc podpierali się laskami, były małżeństwa, trzymające się za ręce, byli młodzi, którzy sześć dni wcześniej przyjęli sakrament bierzmowania, były dzieci, nawet bardzo małe.
Słońce grzało tego dnia tak mocno, jakby był środek lata, a nie początek wiosny...
Całymi rodzinami
Całymi rodzinami
Trzysta osób zrezygnowało z wielu przyjemności, jakie niesie ze sobą piękna pogoda, i przyjechało, aby razem dźwigać krzyż, towarzyszyć Jezusowi od stacji do stacji w jego męce, by wysłuchać rozważań i zbliżyć się do chrześcijańskiej tajemnicy miłości, śmierci, życia i zbawienia.

Drugiego kwietnia przypada rocznica śmierci Ojca Świętego. Sześć lat temu nasz ukochany papież odszedł do domu Ojca, i w tamtym, 2005 roku, po raz pierwszy nasza parafia uczestniczyła w drodze krzyżowej w terenie, w Strombegu.
Ojciec Święty odszedł w wigilię białej niedzieli, niedzieli Miłosierdzia Bożego, sześć dni po Wielkiej Nocy. Wszyscy pamiętamy Jego ostatnie, wielkopiątkowe nabożeństwo, kiedy stan zdrowia nie pozwolił Mu na fizyczny udział w adorowaniu krzyża.
Wytrwale z Chrystusem
Wytrwale z Chrystusem
Stacje telewizyjne całego świata pokazywały skupionego papieża przed odbiornikiem, wsłuchanego w drogę krzyżową, prowadzoną w Koloseum przez ówczesnego kardynała Ratzingera, teraźniejszego papieża Benedykta XVI.

Jesteśmy świadkami wielkich spraw, uczestnikami wydarzeń kluczowych dla świata, dla Polski, dla Kościoła. Za parę tygodni Jan Paweł II zostanie ogłoszony błogosławionym. A w ubiegłą sobotę, w Strombergu, nasz papież towarzyszył nam, był obecny w pamięci i modlitwie.
Coś dla ciała
Coś dla ciała
Krzyż jest fundamentem chrześcijańskiego myślenia, fundamentem naszej wiary. Bez krzyża nie ma zmartwychwstania. Bez krzyża nie ma zbawienia. Bez krzyża nie ma życia. I bez krzyża niemożliwa jest miłość.
Chrystus wzywa nas, abyśmy krzyż nieśli, abyśmy od niego nie uciekali, nie uchylali się. To On nas wzywa na drogę krzyżową, która jest droga życiową. A nasz Ojciec Święty Jan Paweł II swoją postawą do końca ziemskiej wędrówki pokazywał, jak należy łączyć się z Bogiem poprzez niesienie krzyża.

Podczas rozważań przy pierwszej stacji usłyszeliśmy: „z piłatowego dziedzińca patrzą na nas Chrystusowe oczy, pełne miłości”.
Młodzi Cyrenyjczycy
Młodzi Cyrenyjczycy
Miłości niezbędnej, aby wyruszyć w drogę, kończącą się ukrzyżowaniem.
„Codzienność wiedzie przez krzyż” – śpiewaliśmy po drugiej stacji. Codzienność, której niezbędnym elementem jest też upadek.
Czwarta stacja to spotkanie z Matką, spotkanie oczu, bo „krzyż jest ciężki i trzeba trzymać go oburącz, wiec Chrystus nie mógł dotknąć Tej, która nosiła Go pod sercem, która Go urodziła”, mógł tylko spojrzeć i musiał iść dalej, ale Ona i tak przyszła na Golgotę za swoim Synem, „tak samo, jak nasze sprawy przyjdą za nami, pod nasz krzyż”.
Przy stacji
Przy stacji
Droga krzyżowa to też szansa dla tych, którzy nie czują potrzeby niesienia pomocy, jak Szymon Cyrenejczyk, których do czynienia dobra trzeba przymusić, bo jeszcze nie wiedzą, że „ten, który pomaga, dostaje więcej, niż daje. Szymon dał niewiele, a dostał bardzo dużo”.
Przy każdej stacji odmawialiśmy modlitwę „Ojcze nasz”, a podczas rozważań usłyszeliśmy, że każde szczere wyznanie „i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” jest otarciem twarzy Boga – Człowieka, takim samym gestem, jaki uczyniła Weronika”.
Jedna, wielka rodzina
Jedna, wielka rodzina
I znów upadek...
I zapłakane twarze kobiet... Łzy są dla świata najczęściej wyrazem bezradności, ale nie dla Boga, który widzi serce człowieka i zna jego intencje.
Upadek...
I odarcie z szat, które „nie odarło z godności, bo godność człowieka nie zależy od szat”.
Ukrzyżowanie – kilka minut nieludzkiego bólu, a tak naprawdę – tysiąclecia ludzkiego grzechu.
I śmierć, śmierć przynosząca życie.
Zdjęcie z krzyża...
Pomiędzy stacjami odmawialiśmy kolejne dziesiątki różańca – tajemnice radosne, światła, bolesne, chwalebne. Zanim usłyszeliśmy rozważania ostatniej stacji, złożenia do grobu, modliliśmy się w ostatniej tajemnicy chwalebnej „któryś Ją o Panie w niebie ukoronował”.

Ostatnie, najtrudniejsze chwile, kiedy siły były już na wyczerpaniu, bolały nogi a niosącym krzyż doskwierały ramiona, było bardzo ciepło i niejeden tęsknił za chwilą odpoczynku – ostatnia stacja, złożenie do grobu, ostatnie podejście pod górę – i perspektywa, pełna światła i nadziei: zmartwychwstania, wniebowstąpienia, umocnienia Duchem Świętym, wniebowzięcia i ukoronowania Tej, która za Nim poszła, która poszła za krzyżem, pod krzyż... A nad tym wszystkim – pełne miłości, na nas skierowane, Chrystusowe oczy.

Karolina Paprocka
Przegląd wszystkich zdjęć w Galerii .